czwartek, 12 maja 2016

Bycie miłym. Czy na pewno warto?

Jeżeli zawsze uśmiechasz się do nieuprzejmej pani na poczcie (bo tak Cię wychowano) i zawsze stawiasz potrzeby i oczekiwania innych ponad swoje własne (ponieważ nie chcesz nikogo zawieść) – mam dla Ciebie wiadomość: Bycie miłym jest przereklamowane :)
Co więcej – może stać się Twoim życiowym przekleństwem. Więc pora z tym skończyć! I nie chodzi o to, że nagle zaczniesz zadzierać nosa albo staniesz się niemiła i opryskliwa dla wszystkich, dla których byłaś do tej pory uprzejma i pomocna.

Rzecz cała nie tkwi nawet w asertywności, która często jest kojarzona z agresją. Chodzi o to, aby znaleźć równowagę między własnymi potrzebami a oczekiwaniami tych, którzy Cię otaczają. I wysłać w ich kierunku jasny komunikat: "Dzisiaj nie mam na to ochoty!".



Jacqui Marson, brytyjska psychoterapeutka, szacuje, że nawet co piąta osoba tego nie potrafi .
Efekt? Tkwią zamknięte w pułapce oczekiwań innych ludzi, którzy są przekonani, że "kto jak kto, ale ona zawsze pracuje za dwóch, jest miła, pomocna, przyjacielska, troskliwa, współczująca".


Empatia czy patologiczna uległość? 

Bycie człowiekiem empatycznym, współczującym jest ogromną wartością i absolutnie nie namawiam Cię do tego, żebyś przestała dostrzegać innych. Chodzi bardziej o to, aby swobodnie korzystać ze swoich dobrych cech, a nie być ich niewolnikiem. Czyli, jeżeli masz kłopot z odmówieniem koledze pomocy przy jego projekcie, chociaż sama masz mnóstwo pracy albo wspierasz koleżankę po rozstaniu się z mężczyzną jej życia po raz szósty w tym miesiącu – podczas, gdy Twój związek woła o chwilę uwagi – powinnaś się zastanowić, czy czasami nie jesteś niewolnikiem swojej uległości.


Jak dobrze złamać rękę?

Jacqui Marson wpadła na pomysł napisania swojej książki po tym, jak po złamaniu ręki, przez 10 dni wykonywała bez zarzutu wszystkie swoje domowe i życiowe obowiązki: zawoziła dzieci do szkoły, robiła obiady, przygotowywała ciasto na festyn. Wszystko z ochotą, uśmiechem oraz poczuciem dobrze i pożytecznie wypełnionego czasu. Do momentu aż ręka naprawdę mocno spuchła i wymagana była interwencja lekarza. – Wtedy zapytałam siebie: "Co ty robisz?" – wspomina Jacqui Marson. – I zrozumiałam, że kluczowym przekonaniem w moim życiu było: "Nigdy nie stwarzaj problemów". Było ono we mnie tak mocno utrwalone (właściwie wyryte w mojej podświadomości), że byłam w stanie zbagatelizować sygnały ostrzegawcze wysyłane przez moje ciało i zapewniać wszystkich dookoła, że nic mi się nie stało.

Jak twierdzi Jacqui, przekonanie o niestwarzaniu problemów ma swoje źródło w dzieciństwie. Gdy dziecko płacze, bo się zraniło, a mama stwierdza "nie ma co płakać, nic się nie stało" albo chwali dziecko: "moja dzielna dziewczynka: w ogóle nie płakała", wówczas wytwarza się w dzieciach poczucie, że ich potrzeby nie powinny sprawiać innym kłopotów.
Ale nie warto szukać winy w rodzicach – najprawdopodobniej robili to, co wydawało im się najlepsze dla dziecka, świadomie bądź nieświadomie przekazując potomstwu wpojone im zasady (często sami właśnie w taki sposób byli wychowywani). Bycie: twardą, grzeczną, pomocną, posłuszną – to zasady najczęściej spotykane na naszym gruncie.

Jeżeli byłaś wychowana przez zapracowaną mamę, której sprzeciwienie się zwykle owocowało dotkliwymi konsekwencjami, raczej na pewno wyniesiesz z domu przekonanie: "muszę robić to, co każą mi ważne dla mnie osoby lub autorytety". Ludzie, którzy zawsze są mili i uprzejmi, uważają, że powinni pomagać innym, ale sami nie mogą poprosić o pomoc kogoś innego.


Unikanie gniewu i konfrontacji 

Przekleństwo bycia miłym bierze się z potrzeby unikania za wszelką cenę gniewu i konfrontacji – z tym, że jeżeli w dzieciństwie robiłaś to ze strachu przed rodzicem czy nauczycielem – czas najwyższy uświadomić sobie – że mechanizmy nie będą nas broniły w dorosłym życiu. Mogły zdawać egzamin, kiedy byłaś bezbronnym dzieckiem, ale jako dojrzała osoba musisz się nauczyć radzić sobie w sytuacji konfrontacji.

Ludzie mili i uprzejmi rzadko coś reklamują ("sprawię kłopot sprzedawczyni"), zawsze są zadowoleni w restauracji, nawet kiedy im nie smakuje ("przecież kucharz na pewno się starał"), nie wyrażają jasno w dyskusji swoich poglądów i przekonań ("bo X, z którym się przyjaźnię przestanie mnie lubić"). Będą okazywali sympatię osobom złym i zdenerwowanym, żeby poprawić im nastrój. Ba, mogą nawet schlebiać niektórym w nadziei, że ich polubią albo przestaną być niezadowoleni.

Tak, mili ludzie są perfekcyjni w braniu na swoje barki niezadowolenia całego świata. Jak z tym skończyć?

Odnalazłaś się w powyższej charakterystyce? Zrozumiałaś, że jesteś jedną z Miłych Osób i zastanawiasz, jak z tym skończyć?
Mam dobre wieści: wcale nie musisz tego robić! Nie powinnaś także zapisywać się na kursy asertywności. Dlaczego? Bo wpadniesz w poczucie winy z powodu własnej niedoskonałości i nieudolności życiowej (dodajmy: zwykle wyimaginowanych), a nie o to przecież chodzi. Jak twierdzi Jacqui Marson, psychoporadniki czy szkolenia dotyczące pewności siebie zbyt ostro piętnują bycie nieasertywnym. W konsekwencji, zamiast wzmacniać charakter, wywołują poczucie winy u tych, którzy asertywni nie są.

Brytyjska psychoterapeutka wybrała inną drogę: nie ocenia, tylko uświadamia ludziom, że problem braku pewności siebie jest powszechny, a oni nie muszą się czuć winni i mniej wartościowi.
 – Dobrą metodą na nauczenie się mądrego mówienia "nie" są małe kroki. Można zacząć od niewielkiego procenta próśb czy obowiązków, którym się nie ulega. A potem stopniowo zwiększać ich ilość – radzi Jacqui Marson. – Dobrze jest też zmienić sposób myślenia i zamiast używać czasownika "muszę" – zacząć mówić: "mogę".

Najlepszy sposób na mówienie "nie" to prosty, zdecydowany, ale jednocześnie taktowny komunikat. Jeżeli chcesz być jeszcze bardziej "w porządku" (chociaż nie masz takiego obowiązku), możesz przy odmowie wskazać osobę, która Cię wyręczy w danej czynności czy zadaniu.

I pamiętaj: odmawiaj z podniesioną głową, odważnie. Nie musisz się wstydzić tego, że jesteś mniej miła – ale za to szczęśliwsza.

Uwaga! Osoby miłe i uprzejme wchodzą często w związki z osobami asertywnymi. Wtedy istnieje niebezpieczeństwo, że ktoś umiejący mówić "nie" zawłaszczy sobie cały teren. Przejmie wszystkie asertywne komunikaty w związku, a także poza nim. Rezultat będzie taki, że osoba miła stanie się na tyle bezradna, że może się wycofać z jakiejkolwiek komunikacji. Znajdzie się po prostu w pułapce nicniemówienia!

Przemyślcie to kobietki. I na Boga - nie bądźcie takie miłe! Bo jak widać....nie warto! ;)

Pozdrawiam,
Ala S.